Afryka – gdzie turysta nie ma czego szukać
Decydując się na zagraniczny wyjazd do kraju którego nie znamy – o to pytamy na początku. Czy jest tam bezpiecznie? Bo z wakacji chcemy po pierwsze wrócić. Po drugie wrócić cali i zdrowi. A po trzecie: za granicą nie chcemy wyłącznie pilnować portfela z gotówką i paszportem. I co chwila oglądać się za siebie.
Ale ten cykl artykułów ma odpowiedzieć nam na pytanie odwrotne. Jakich krajów nie powinniśmy odwiedzać pod żadnym pozorem. Europę i Amerykę Północną pominiemy. Bo czyhające tam zagrożenia to banał. Kieszonkowcy. Drobni oszuści. Naciągacze. Wiadomo – żadne państwo nie jest idealne. Skupimy się na Azji, Ameryce Południowej i Afryce. O niebezpieczeństwach czyhających na turystów w Azji piszemy w poniżej.
Jakie są najniebezpieczniejsze obszary, a może nawet całe państwa na kontynencie afrykańskim. Które musimy dzisiaj wykreślić z naszej mapy turystycznych podróży. Jeśli nam życie miłe – chciało by się dodać.

Zanim przejdziemy do konkretów, jedno zastrzeżenie. Afryka to 54 państwa i półtora miliarda ludzi. To Maroko z wycieczkami po Saharze, Senegal z kolorowymi targami Dakaru, bezpieczna Botswana ze stadami słoni w delcie Okavango i przyjazna turystom Rwanda, gdzie można spotkać górskie goryle. Piszemy o wszystkich tych krajach w serii artykułów: Afryka na każdy dzień tygodnia.
Niestety. Są też miejsca w Afryce, gdzie obcokrajowiec bez uzbrojonych strażników ma szanse przeżycia porównywalne do rosyjskiej ruletki. I właśnie o nich dziś piszemy.
Sahel: pas śmierci przez całą Afrykę
Przez środek kontynentu, od Atlantyku po Morze Czerwone, przecina półpustynny pas zwany Sahelem. To strefa przejściowa między Saharą a sawannami. Teoretycznie mogłaby być rajem dla poszukiwaczy przygód. Praktycznie – to najbardziej niebezpieczny region świata dla każdego, kto nie jest lokalnym mieszkańcem.
Mali – od turystycznego klejnotu do strefy zero

Jeszcze 15 lat temu Mali było jednym z najbardziej fascynujących celów podróży w Afryce. Timbuktu – legendarne miasto na skraju pustyni. Dżenne z największym meczetem z gliny na świecie. Klify Bandiagara zamieszkałe przez lud Dogonów. Festiwal Essakane nazywany „Woodstockiem pustyni”. Dziś to wszystko jest dla turysty równie dostępne co strefa zdemilitaryzowana między Koreami.
Od przewrotu wojskowego w 2012 roku kontrolę nad północą kraju przejęły grupy dżihadystyczne powiązane z Al-Kaidą i tzw. Państwem Islamskim. Porwania dla okupu stały się tam przemysłem. W 2015 roku uzbrojeni mężczyźni zaatakowali hotel Radisson Blu w stolicy Bamako, mordując 20 osób. W 2017 roku zamach na kurort La Terrasse kosztował życie pięciu osób, w tym dwóch Francuzów.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Polski jednoznacznie odradza podróże do Mali, szczególnie do północnych i centralnych regionów. Nie ma tam ruchu turystycznego. Nie ma też stabilnych władz – od 2020 roku kraj przeżył dwa kolejne zamachy stanu. Najemnicy z rosyjskiej grupy Wagner, którzy mieli zapewnić bezpieczeństwo, tylko pogłębili chaos.
Burkina Faso – raj zamieniony w piekło

Hyotographics | Dreamstime.com
Sąsiednie Burkina Faso przeszło podobną drogę. Jeszcze dekadę temu stolica Wagadugu była uznawana za stosunkowo bezpieczną, a kraj przyciągał turystów festiwalami filmu afrykańskiego i rzemiosłem. Teraz to jedno z najgroźniejszych miejsc na planecie.
Od 2015 roku zginęło tam ponad 10 tysięcy ludzi w atakach terrorystycznych. Bojownicy Al-Kaidy i ISIS kontrolują ponad 40 procent terytorium. Porwania to chleb powszedni – w 2019 roku uprowadzono i zamordowano dwóch francuskich obywateli wraz z przewodnikiem. W 2016 roku w centrum Wagadugu dżihadyści zaatakowali hotel Splendid i kawiarnię Cappuccino, zabijając 30 osób z 18 krajów.
Całe Burkina Faso znajduje się na czerwonej liście polskiego MSZ. Nie ma bezpiecznych rejonów. Nawet stolica może eksplodować w każdej chwili.
Niger – wrota Sahary zamknięte na cztery spusty

Niger – największy kraj Afryki Zachodniej – mógłby być mekką dla miłośników pustyni. Masyw Air z prehistorycznymi rysunkami naskalnymi. Starożytne karawanowe szlaki. Koczownicze plemiona Tuaregów. W praktyce podróż tam to nie wakacje, tylko misja samobójcza.
W 2020 roku uzbrojeni napastnicy zamordowali ośmiu pracowników międzynarodowych organizacji humanitarnych, w tym dwóch Francuzów, w rezerwacie żyraf w Kouré – 60 kilometrów od stolicy Niamey. A był to rejon uznawany za stosunkowo bezpieczny. Teraz nie ma tam takich. Grupy terrorystyczne Boko Haram (na granicy z Nigerią) i ISGS – Islamskie Państwo Wielkiej Sahary (na granicy z Mali) skutecznie zamieniły cały kraj w strefę wojny.
Polski MSZ kategorycznie odradza podróże do Nigru. Ambasady zachodnie działają w trybie awaryjnym, a ich pracownicy poruszają się wyłącznie w konwojach opancerzonych pojazdów.
Somalia – państwo które przestało istnieć

Gdyby zrobić ranking najniebezpieczniejszych krajów świata, Somalia walczyłaby o podium od trzech dekad. Od upadku rządu Siad Barre w 1991 roku to kraj bez funkcjonującego państwa. Nominalne władze w Mogadiszu kontrolują może 30 procent terytorium. Resztą rządzi Al-Shabaab – organizacja terrorystyczna powiązana z Al-Kaidą.
Stolica Mogadiszu to plac zabaw dla zamachowców. Ataki bombowe są tam codziennością – od samochodów pułapek po zamachy w hotelach i restauracjach. W 2017 roku w jednym zamachu zginęło ponad 500 osób. W 2019 roku atak na hotel w Kismayu kosztował życie 26 ludzi, w tym dziennikarzy i urzędników. W 2022 roku w zamachu na hotel Hayat w centrum stolicy zginęło 21 osób.
Ale to nie wszystko. Wybrzeże Somalii to kolebka nowoczesnego piractwa. Do 2012 roku somalisjscy piraci uprowadzali rocznie dziesiątki statków, żądając milionowych okupów. Międzynarodowe patrole marynarki zmniejszyły skalę problemu, ale zagrożenie wciąż istnieje.
MSZ kategorycznie odradza podróże do Somalii. Obce rządy nie mają tam ambasad – ich przedstawicielstwa działają w oddzielnym, względnie stabilnym Somalilandu lub w Kenii. Jeśli ktoś trafi do Somalii, ewakuacja jest prawie niemożliwa.
Sudan Południowy – najmłodsze państwo świata i najbardziej krwawy konflikt

Sudan Południowy ogłosił niepodległość w 2011 roku wśród ogromnych nadziei. Miał być afrykańską historią sukcesu – bogatym w ropę państwem budującym pokojową przyszłość po dziesięcioleciach wojny z północą. Zamiast tego stał się symbolem upadłego państwa i humanitarnej katastrofy.
Już w 2013 roku wybuchła wojna domowa między frakcjami prezydenta Salvy Kiira i wiceprezydenta Rieka Machara. Walki miały charakter etniczny i były niezwykle brutalne. Setki tysięcy zabitych, miliony uchodźców, głód używany jako broń. ONZ oskarżało wszystkie strony o zbrodnie wojenne, w tym masowe gwałty, rekrutację dzieci-żołnierzy i masakry ludności cywilnej.
Teoretycznie w 2018 roku podpisano pokój. Praktycznie codziennie dochodzi do lokalnych potyczek, napadów na konwoje humanitarne i aktów przemocy wobec cywilów. Infrastruktura praktycznie nie istnieje. Nie ma regularnych linii lotniczych, dróg, szpitali ani hoteli w naszym rozumieniu.
Polski MSZ jednoznacznie odradza podróże do Sudanu Południowego. Obcokrajowcy w Sudanie Południowym to wyłącznie pracownicy ONZ i organizacji humanitarnych, poruszający się w konwojach. Dla turysty nie ma tam absolutnie nic – oprócz realnego ryzyka utraty życia.
Wschodnie prowincje DR Konga – piekło w sercu Afryki

Demokratyczna Republika Konga to drugi co do wielkości kraj Afryki i jeden z najbogatszych w surowce – od diamentów po koltan, bez którego nie działałyby nasze smartfony. To też obszar jednych z najpiękniejszych lasów deszczowych świata i ostatnich ostoi górskich goryli.
Problem w tym, że wschodnia część kraju – prowincje Kivu i Ituri – to od 30 lat strefa permanentnej wojny. Walczą tam dosłownie setki grup zbrojnych: od lokalnych bojówek po oddziały z sąsiedniej Rwandy i Ugandy. Wszyscy chcą kontrolować kopalnie i szlaki przemytu. W tej wojnie, która kosztowała życie ponad 5 milionów ludzi, cywile nie są ofiarami pobocznymi – są głównym celem.
Przemoc seksualna jako broń wojenna. Masakry całych wiosek. Rekrutacja dzieci do bojówek. To codzienność wschodniej Kongi. W 2022 roku bojówka M23 – wspierana przez Rwandę – zajęła znaczną część prowincji Północne Kivu, zmuszając do ucieczki setki tysięcy ludzi.
Teoretycznie turyści mogą odwiedzać park Virunga, by zobaczyć goryle. Praktycznie park był wielokrotnie zamykany z powodu walk, a pracownicy parku regularnie giną – od 1996 roku zginęło ponad 200 strażników. W 2018 roku porwano tam brytyjskiego turystę i jego kierowcę, a w 2021 roku zastrzelono włoskiego ambasadora, który jechał konwojem ONZ.
MSZ odradza podróże do wschodnich prowincji DR Konga. To nie jest miejsce dla turystów. To strefa wojny, gdzie każdy jest zagrożony.
Libia – od Kaddafiego do chaosu

Libia przez dziesięciolecia była zamknięta dla większości turystów – dyktator Muammar Kaddafi trzymał wszystko żelazną rękę. Paradoksalnie, pod koniec jego rządów, około 2010 roku, nastąpiło uchylenie drzwi – niektóre agencje zaczęły organizować wyprawy do rzymskich ruin w Leptis Magna czy na Saharę do Ghat.
Potem przyszła Arabska Wiosna, interwencja NATO i śmierć Kaddafego w 2011 roku. Od tamtej pory Libia to państwo upadłe. Dwa rządy – w Trypolisie i Tobruku – walczą o władzę. Setki milicji kontrolujących fragmenty terytorium. Dżihadyści ISIS, którzy w latach 2014-2016 stworzyli kalifat w Sircie. Handel ludźmi, przez który tysiące migrantów jest torturowanych bądź staje się niewolnikami.
W 2014 roku rząd zamknął lotnisko w Trypolisie po ostrzale rakietowym. W stolicy regularnie dochodzi do walk między milicjami. W 2019-2020 roku generał Chalifa Haftar próbował zdobyć Trypolis – zginęły setki ludzi, zniszczono infrastrukturę, a miasto było ostrzeliwane.
Dla turysty Libia nie istnieje. Nie ma regularnych lotów, nie ma hoteli, nie ma bezpieczeństwa. Polski MSZ kategorycznie odradza podróże do całej Libii. Obcokrajowcy, którzy tam trafiają, to pracownicy koncernów naftowych lub organizacji międzynarodowych – poruszający się w konwojach i ukrywający się w strzeżonych kompleksach.
Czerwone strefy nie dla turystów – ale Afryka wciąż czeka
Ta mapa zagrożeń nie jest kompletna. Moglibyśmy dodać Nigerię z terrorem Boko Haram na północy.

Sudan ogarnięty wojną domową od 2023 roku.

Mozambik z dżihadystami w prowincji Cabo Delgado.

Środkowoafrykańska Republika, gdzie kontroli rządu praktycznie nie ma.

Wspólny mianownik? To są miejsca, gdzie nie ma turystyki. Gdzie każdy obcokrajowiec to albo misjonarz, albo pracownik pomocy humanitarnej, albo szaleniec. Gdzie ryzyko porwania, śmierci w zamachu lub po prostu znalezienia się w złym miejscu o złej porze jest nieakceptowalne.
Ale pamiętajmy: wymienione kraje i regiony to może 10-15 procent Afryki. Reszta kontynentu oferuje bezpieczne, dobrze zorganizowane destynacje – od safari w Tanzanii, przez winnice RPA, po nurkowanie na Zanzibarze. Egipt przyjmuje miliony turystów rocznie. Namibia jest bezpieczniejsza niż niejedna stolica europejska. Etiopia otwiera się na turystów chcących zobaczyć starożytne kościoły wykute w skale. Piszemy o tej bezpiecznej Afryce w cyklu artykułów Afryka na każdy dzień tygodnia.
Dlatego zamiast skreślać całą Afrykę, skreślmy tylko te konkretne punkty – czerwone plamy na mapie, gdzie życie jest towarem deficytowym, a turysta niepożądany. Tam nie jedźmy. Nigdy. Tam nie ma czego szukać.
Kolejne dwa artykuły o turystycznych zagrożeniach – tym razem w Afryce i w Azji to: Czerwone punkty na mapie – Ameryka Południowa oraz Czerwone punkty na mapie: Azja. Warto się z nimi zapoznać – tak z ciekawości. Bo zdecydowanie nie rekomendujemy podróży w tamte okolice.