Strona głównaPolska turystycznaVelo Baltica - Bałtyk na dwóch kółkach

POLSKA TURYSTYCZNA

Velo Baltica – Bałtyk na dwóch kółkach

To były moje pierwsze wakacje w drodze. Po wakacjach spędzanych „u gazdy" w tatrzańskim Murzasichlu. Po letnich miesiącach w pokoiku rybackiej chałupy w Jelitkowie. Tym razem miało być inaczej. Rowerami od Świnoujścia do Krynicy Morskiej. Z namiotem, śpiworami i kuchenką na paliwo turystyczne (tak to się wtedy nazywało). Na całej trasie nie było ani kilometra ścieżki rowerowej. Jechało się zwykłą szosą.

Kiedy ścieżka rowerowa nie była jeszcze w planach

To były moje pierwsze wakacje w drodze. Po wakacjach spędzanych „u gazdy” w tatrzańskim Murzasichlu. Po letnich miesiącach w pokoiku rybackiej chałupy w Jelitkowie. Tym razem miało być inaczej. Rowerami od Świnoujścia do Krynicy Morskiej. Z namiotem, śpiworami i kuchenką na paliwo turystyczne (tak to się wtedy nazywało). Na całej trasie nie było ani kilometra ścieżki rowerowej. Jechało się zwykłą szosą. Lub polną drogą. Niekiedy nadrabiając szmat drogi, by ominąć pas wybrzeża zajęty przez wojsko — jak w okolicy Dźwirzyna. Daliśmy wtedy radę. A jakby w taką trasę wybrać się dzisiaj?

Fot. Wincenty Elsner | Zbiory własne

Dzisiaj ta sama trasa nazywa się Velo Baltica, nosi numer EuroVelo 10, jest oznakowana pomarańczowymi tabliczkami i na prawie siedemdziesięciu procentach swojego przebiegu wiedzie dedykowanymi drogami rowerowymi. Asfalt, kruszywo, kostka — zamiast szos pełnych tirów. Modelowe miejsca odpoczynku z pompkami, ładowarkami i Wi-Fi — zamiast przydrożnych rowów. To ta sama Polska, to ten sam Bałtyk, ale zupełnie inna podróż.


Rowerem od Świnoujścia do Krynicy Morskiej: 14 dni, 540 km i Bałtyk pod kołami

Zaplanowałem ją na czternaście dni. Bez pośpiechu, z namiotem, z czasem na zwiedzanie, kąpiel i rybkę w smażalni. Urlop, nie wyścig. Dystanse dzienne rzadko przekraczają czterdzieści kilometrów, bo na tej trasie najcenniejsze są właśnie przystanki.

ID 222773870 © Віталій Баріда | Dreamstime.com

Dzień 1: Świnoujście → Międzyzdroje (ok. 25 km)

Zaczynamy przy granicy polsko-niemieckiej, gdzie kiedyś stały zasieki, a dziś zaczyna się ścieżka rowerowa. Zanim wsiądziemy na siodełko, obowiązkiem jest wjazd na latarnię morską w Świnoujściu — najwyższą nad całym Bałtykiem (68 metrów!). Widok z góry to najlepsza motywacja na następne dwa tygodnie.
Dalej jedziemy przez nadmorski las, mijamy Fort Gerharda (jeden z najlepiej zachowanych fortów artyleryjskich na wybrzeżu) i wjeżdżamy na nowy odcinek drogi rowerowej tuż przy plaży. Ten fragment — szutrowy, wśród wydm — to przedsmak tego, co czeka nas dalej. W Międzyzdrojach spacer Promenadą Gwiazd, molo sięgające czterystu metrów w morze i obowiązkowa konsumpcja gofra z bitą śmietaną.

Latarnia morska w Świnoujściu | ID 82700641 © Benkrut | Dreamstime.com

Nocleg: Camping Leśny „Międzyzdroje” przy ul. Polnej — zacienione parcele w sosnowym lesie, sanitariaty, blisko centrum.


Dzień 2: Międzyzdroje → Dziwnów (ok. 35 km)

Tego dnia wjeżdżamy w serce Wolińskiego Parku Narodowego. Trasa wiedzie leśnymi duktami, więc rower trekkingowy sprawdzi się lepiej niż szosówka. Warto zrobić przystanek w Wapnicy, skąd ruszają szlaki piesze do rezerwatu żubrów i na Kawczą Górę. W Międzywodziu łapiemy oddech nad brzegiem jeziora Wicko, a w Dziwnowie fotografujemy słynny stalowy most zwodzony. Miasteczko jest kameralne, a port rybacki pachnie wędzonym dorszem.

Most zwodzony w Dziwnowie | ID 356660859 © Robert Chmara | Dreamstime.com

Nocleg: Camping „Bałtyk” w Dziwnowie (ul. Mickiewicza) — tuż przy plaży, dobre zaplecze sanitarne, przyjazny rowerzystom.


Dzień 3: Dziwnów → Trzęsacz / Rewal (ok. 30 km)

Etap prowadzący przez pasmo uroczych letniskowych wiosek: Łukęcin, Pobierowo, Pustkowo. W Pobierowie warto zajrzeć do Lunaparku (nie tylko dla dzieci) i na lokalny targ z regionalnymi produktami. Punkt kulminacyjny dnia to Trzęsacz i ruiny gotyckiego kościoła stojącego na krawędzi klifu — jeden z najbardziej ikonicznych widoków polskiego wybrzeża. W Rewalu czeka kolej wąskotorowa — zabytkowy pociąg kursuje w sezonie i można do niego załadować rower.

Ruiny gotyckiego kościoła w Trzęsaczu | ID 58131836 © Piotr Pawinski | Dreamstime.com

Nocleg: Pole namiotowe „Kotwica” w Pustkowie (gmina Rewal) — ogrodzone, cichy teren między Pobierowem a Trzęsaczem.


Dzień 4: Rewal → Kołobrzeg (ok. 40 km)

Jedziemy przez Niechorze z charakterystyczną czerwoną latarnią morską (druga na naszym szlaku latarń!) i Mrzeżyno, gdzie stoi Modelowe Miejsce Odpoczynku Rowerzystów — stacja z pompką, narzędziami, ładowarką do e-bike’a i Wi-Fi. To symbol tego, jak zmieniła się infrastruktura na trasie. Dalej przez Dźwirzyno — miejscowość, do której dojazd oznaczał kiedyś konieczność nadkładania wielu kilometrów z powodu zamkniętej strefy wojskowej między Mrzeżynem i Dźwirzynem. Dziś przejeżdżamy tę trasę bez problemów. W Kołobrzegu warto zaplanować dłuższy postój: latarnia morska, XIV-wieczna bazylika konkatedralna, Muzeum Oręża Polskiego i uzdrowiskowe tradycje sięgające XIX wieku.

Latarnia morska w Niechorzu | ID 33510041 © Piotr Pawinski | Dreamstime.com

Nocleg: Camping nr 78 „Morski” w Kołobrzegu (ul. 4 Dywizji Piechoty) — duży, dobrze wyposażony, z dostępem do plaży.


Dzień 5: Kołobrzeg → Mielno (ok. 40 km)

Odcinek za Kołobrzegiem zaskakuje ciszą. Ekopark Wschodni prowadzi ścieżką rowerową tuż przy wydmach — jedne z najładniejszych kilometrów całej trasy. Przez Ustronie Morskie, Sarbinowo i Gąski docieramy do Mielna, rozciągniętego na wąskiej mierzei między Bałtykiem a jeziorem Jamno. Latem bywa tu tłoczno, ale na campingu wieczorem spokój wraca.

Mielno z lotu ptaka | ID 159368218 © Konrad Kerker | Dreamstime.com

Nocleg: Camping „Baltic” w Mielnie — najbliżej morza położone pole namiotowe w miasteczku, tuż przy promenadzie.


Dzień 6: Mielno → Darłowo (ok. 45 km)

Odcinek nieco dłuższy, ale płaski i malowniczy. Jedziemy przez Łazy (tu warto odwiedzić Park Zdrojowy) i Sianożęty. Darłowo to jedno z tych miasteczek, które zatrzymują na dłużej. Na wzgórzu nad Wieprzą stoi gotycki zamek Książąt Pomorskich (jedyny zamek nadmorski w Polsce!), a w Darłówku — port rybacki i latarnia morska. Smażone flądry lub dorsze to obowiązkowy punkt programu.

Port w Darłowie | ID 52661829 © Sebastian Czapnik | Dreamstime.com

Nocleg: Pole namiotowe „Darłówko” przy ul. Sosnowej — leśne otoczenie, pięć minut do plaży.


Dzień 7: Darłowo → Ustka (ok. 35 km)

Przez Jarosławiec, gdzie czeka kolejna latarnia morska i Muzeum Bursztynu, docieramy do Ustki — jednego z najpiękniejszych portów na wybrzeżu. Miasteczko zachwyca kolorowymi kamieniczkami, starym portem i romantycznym wschodnim molem. W Ustce trasa R10 przez lata była kiepsko oznakowany, ale nowe odcinki betonu między Wydmą Orzechowską a Poddąbiem to prawdziwa autostrada rowerowa. Ustka ma też status uzdrowiska, więc kto chce — może się leczyć borem i solanką.

Plaża w Ustce | ID 16040656 © Sebastian Czapnik | Dreamstime.com

Nocleg: Kompleks „Borowinka” na wschodnim skraju Ustki — pole namiotowe w otoczeniu lasu i złóż borowiny, cisza gwarantowana.


Dzień 8: Ustka → Łeba (ok. 50 km)

Najtrudniejszy etap całej trasy. Odcinek między Ustką a Łebą prowadzi przez tereny leśne, miejscami piaszczyste i błotniste (zwłaszcza po deszczu). Mijamy wieżę widokową nad Jeziorem Gardno, urocze Rowy ze starym kanałem portowym i Smołdzino — bramę Słowińskiego Parku Narodowego. Legendarne bagna w Klukach oficjalny szlak omija (i dobrze — to trasa dla hardkorowych poszukiwaczy przygód), ale sam Park warto odwiedzić następnego dnia. GPS jest na tym odcinku niezbędny. W Łebie czeka zasłużony odpoczynek.

Jezioro Gardno | ID 68877405 © Pavboq | Dreamstime.com

Nocleg: Camping Leśny nr 51 w Łebie — leśny klimat, duży teren, w zasięgu spaceru do ruchomych wydm.


Dzień 9: Łeba — dzień odpoczynku i Słowiński Park Narodowy

Po wczorajszym maratonie należy się dzień wolny od siodełka. A właściwie nie do końca wolny — do ruchomych wydm w Słowińskim Parku Narodowym najlepiej dojechać właśnie rowerem (wypożyczalnie działają przy wejściu od strony Łeby). Ruchome wydmy, zwane polską Saharą, to jedne z najbardziej niezwykłych krajobrazów w Europie. Piasek, który zasypuje las — trzeba to zobaczyć na własne oczy. Po powrocie: wieczór w porcie łebskim przy piwie z widokiem na kutry.

Ruchome wydmy w Łebie | ID 43462740 © Mariusz Prusaczyk | Dreamstime.com

Nocleg: Ten sam camping co dzień wcześniej.


Dzień 10: Łeba → Władysławowo (ok. 50 km)

Kolejny ambitny etap. Trasa wiedzie przez Białogórę z jej latarnią morską (piąta na szlaku!), przez Żarnowiec z malowniczym jeziorem i cysterski klasztor, przez Dębki — surferski raj. Dojeżdżamy do Władysławowa, bramy na Półwysep Helski. Na tym odcinku warto zwrócić uwagę na fragment dawnej linii kolejowej przebudowanej na wygodną drogę rowerową — to Sławoszyno–Puck, jazda jak po stole.

Władysławowo | ID 222998679 © Patryk Kosmider | Dreamstime.com

Nocleg: Camping w Chłapowie (tuż za Władysławowem) — kameralne pole na klifie z bezpośrednim zejściem na plażę.


Dzień 11: Władysławowo → Hel i z powrotem promem do Gdyni (ok. 35 km + prom)

Dzień wyjątkowy. Dedykowana ścieżka rowerowa na Półwyspie Helskim to jeden z najpiękniejszych odcinków rowerowych w Polsce — z jednej strony Zatoka Pucka, z drugiej otwarte morze. Mijamy Chałupy — gdzie jak śpiewał Zbigniew Wodecki — na plaży „można spotkać golasa”. W Juracie podziwiamy willowe zabudowania, w Helu — Muzeum Obrony Wybrzeża i fokarium z szarymi fokami. Militarne ślady spotykamy na każdym kroku: baterie, schrony, relikty fortyfikacji z kampanii wrześniowej. Z Helu okrętujemy się na prom do Gdyni (kursuje regularnie w sezonie, zabiera rowery) i lądujemy w Trójmieście.

Chałupy na Mierzei Helskiej | ID 182385565 © Mariusz Pietranek | Dreamstime.com

Nocleg: Camping nr 10 „Gdynia-Orłowo” przy Klifie Orłowskim — pole namiotowe z widokiem na morze.


Dzień 12: Trójmiasto (ok. 30 km — Gdynia, Sopot, Gdańsk)

Dzień na zwiedzanie trzech miast. W Gdyni — Bulwar Nadmorski, ORP „Błyskawica” i Dar Pomorza. W Sopocie — najdłuższe drewniane molo w Europie (ponad pół kilometra) i spacer po Monte Cassino. W Gdańsku — starówka, Żuraw nad Motławą, Europejskie Centrum Solidarności na terenie dawnej Stoczni Gdańskiej. Ścieżki rowerowe w Trójmieście tworzą gęstą sieć, a nawigacja jest prosta. Po całym dniu kulturalnych wrażeń wracamy na camping.

Molo w Sopocie | ID 428582223 © Aleh Varanishcha | Dreamstime.com

Nocleg: Camping nr 218 „Stogi” w Gdańsku — przy plaży, dobra baza wypadowa na kolejny dzień.


Dzień 13: Gdańsk → Nowy Dwór Gdański (ok. 45 km)

Wyjeżdżamy z Gdańska przez Wyspę Sobieszewską z rezerwatami przyrody i plażami. Dalej wkraczamy na Żuławy Wiślane — krainę depresji (dosłownie — teren leży poniżej poziomu morza), wiatraków, ceglanych kościołów i kanałów. Pejzaż zmienia się radykalnie: zamiast wydm i fal — płaskie łąki po horyzont. Nowy Dwór Gdański to brama do Mierzei Wiślanej i punkt startowy do słynnego Kanału Elbląskiego z unikalnymi pochylniami (statki jadą po trawie!).

Ratusz i ulica Długa w Gdańsku | Żródło zdjęcia: Envato Elements | Fot. bbsferrari

Nocleg: Pole namiotowe w Stegnie lub Sztutowie — przy trasie na Mierzeję, w pobliżu plaży.


Dzień 14: Nowy Dwór Gdański → Krynica Morska (ok. 35 km)

Finałowy etap i jeden z najpiękniejszych. Droga rowerowa na Mierzei Wiślanej wiedzie wąskim pasem lądu między Bałtykiem a Zalewem Wiślanym, w cieniu sosnowego lasu. To fragment porównywany z helską ścieżką, ale spokojniejszy i bardziej dziki. W Sztutowie mijamy Muzeum Stutthof — byłego obozu koncentracyjnego (miejsce trudne, ale ważne).

W okolicach Skowronek warto zatrzymać się przy centralnym punkcie widokowym na Przekop Mierzei Wiślanej — kanał żeglugowy, który przeciął mierzeję na pół. Oficjalnie otwarty we wrześniu 2022 roku, miał uniezależnić Polskę od rosyjskiej Cieśniny Pilawskiej i ożywić port w Elblągu. Inwestycja od początku budziła ogromne kontrowersje: ekolodzy alarmowali o zniszczeniu unikalnego ekosystemu mierzei, krytycy wytykali astronomiczne koszty (z początkowych 880 milionów złotych rachunek urósł do ponad dwóch miliardów), a ruch przez kanał okazał się znacznie mniejszy niż zakładano — głównie łodzie rekreacyjne i nieliczne jednostki komercyjne. Do pełnej funkcjonalności wciąż brakuje pogłębienia toru wodnego na rzece Elbląg. Niezależnie od oceny sensowności całego przedsięwzięcia, sam widok śluzy, obrotowych mostów i falochronów robi wrażenie — to największa inwestycja hydrotechniczna w powojennej Polsce, a dla rowerzysty na Mierzei stanowi zupełnie niespodziewany, futurystyczny akcent wśród sosnowego lasu i wydm.

Przekop Mierzei Wiślanej
Przekop Mierzei Wiślanej | ID 251208934 © Patryk Kosmider | Dreamstime.com

Na Mierzei zatrzymujemy się na plaży, kąpiemy w Zalewie po stronie zalewowej (cieplejsza woda!) i wreszcie docieramy do Krynicy Morskiej. Meta! Najdalej na wschód wysunięty punkt polskiego wybrzeża. Wjeżdżamy na molo, odstawiamy rowery i patrzymy w morze. Zrobiliśmy to.

Krynica Morska | ID 217361695 © Patryk Kosmider | Dreamstime.com

Nocleg: Camping „Mierzeja” w Krynicy Morskiej — na finał zasługujemy na dobre pole z widokiem na Zalew.


Co zabrać i kiedy jechać

Termin: Najlepszy czas to czerwiec — dni są najdłuższe, a tłumy jeszcze nie opanowały szlaku. Wrzesień jest piękny, ale dni krótsze. Lipiec i sierpień oznaczają kłopoty z miejscem na campingu i tłok na promenadach.

Rower: Trekkingowy lub turystyczny z oponami minimum 35 mm. Szosa nie wystarczy — odcinki szutrowe i leśne wymagają szerszej gumy. Rower elektryczny to coraz popularniejsza opcja, a stacje ładowania pojawiają się na trasie (choć nie wszędzie).

Namiot i śpiwór: Lekki namiot dwuosobowy (nawet dla jednej osoby — warto mieć przestrzeń na sakwy). Śpiwór komfortowy do +5°C na wypadek chłodnych nocy czerwcowych.

Nawigacja: Aplikacja „Pomorze Zachodnie” z mapami offline dla odcinka zachodniopomorskiego. Na resztę trasy — GPX pobrany z velomapa.pl lub veloplanner.com, załadowany do telefonu lub nawigacji rowerowej. Na odcinku Ustka–Łeba GPS jest absolutnie niezbędny.

Ubranie: Wiatroodporna kurtka (nad Bałtykiem wieje zawsze), krótkie i długie spodnie rowerowe, kask, rękawiczki. Krem z filtrem — odbite od morza słońce potrafi zaskoczyć.

Budżet na campingi: Od 40 do 80 zł za dobę (osoba + namiot) w szczycie sezonu. W czerwcu i we wrześniu bywa taniej. Warto mieć gotówkę — nie wszędzie działa terminal.


Tamta trasa i ta trasa

Kiedy jechałem tędy po raz pierwszy, Polska była innym krajem. Na szosie omijały nas ciężarówki, mapy kupowało się w księgarni, a namiot rozbijało się tam, gdzie akurat wydawało się dość płasko. Nie było oznakowania, nie było infrastruktury, nie było nawet pewności, że da się przejechać — bo wojskowe tereny zamknięte potrafiły zmienić trasę o kilkanaście kilometrów.

Fot. Wincenty Elsner | Zbiory własne

Dzisiaj Velo Baltica to europejski szlak rowerowy ze wszystkim, czego potrzeba: tabliczkami kierunkowymi, stacjami naprawczymi, campingami z ciepłą wodą i drogami rowerowymi oddzielonymi od ruchu samochodowego. Na zachodniopomorskim odcinku aż 71% trasy prowadzi dedykowanymi drogami rowerowymi. To rewolucja.

A jednak jedno się nie zmieniło. Wciąż jest ten sam zapach sosnowego lasu zmieszany z morską solą. Ten sam moment, kiedy po całym dniu kręcenia pedałów rozbijasz namiot, otwierasz piwo i słuchasz szumu fal. Ta sama radość z drogi, która jest celem samym w sobie.

Tamci rowerzyści daliby radę dzisiaj. Pewnie byliby zdumieni, że nie trzeba już jeździć szosą, że ktoś postawił im ławkę z widokiem na morze i oznakował każdy skręt. Ale myślę, że zrozumieliby, o co w tym chodzi. Bo wyprawa rowerowa wzdłuż Bałtyku — kiedyś i dziś — to wciąż jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie można zrobić latem w Polsce. Pakuj sakwy. Bałtyk czeka.

ŚWIAT BEZ GRANIC

Armenia – Pierwsze chrześcijańskie królestwo świata

Odkrywamy pierwsze chrześcijańskie królestwo świata Góra Ararat wyłaniająca się z...

Gdy tory się kończą, zaczynają się prawdziwe Indie

W 80 dni dookoła świata: Bombaj – Kalkuta W cyklu...

Jerozolima – siedem dni na styku światów

Jerozolima – na styku światów Byliśmy w Jerozolimie na początku...

Pokój z widokiem na Saharę

Merzouga – brama Sahary, o której nie wiedziałeś Merzouga. Trudno...

NIEZBĘDNIK PODRÓŻNIKA

Czytaj więcej ...

Od kożuchów i telewizorów do oliwy truflowej

Od kożuchów do oliwy truflowej. Jak zmieniła się filozofia przywozów z wakacji Tego młodsi podróżnicy...

Polska nieznana: 10 ukrytych perełek

Kiedy myślisz, że widziałeś już wszystko Wawel? Byliście. Molo w Sopocie? Odhaczone. Tatry? Morskie Oko...

Koniec z turystyczną nudą

Kiedy wszyscy stoją w tym samym miejscu Paryż. Wieża Eiffla. Wokół was 3000 innych turystów....

Termalne kąpiele pod gołym niebem

Gorące źródła w Polsce – ciepła alternatywa dla Słowacji i Węgier Kiedy za oknem mróz,...

Trójziemie – gdzie trzy kraje stykają się na szlaku

Idealny plan na aktywny weekend w Górach Żytawskich i Łużyckich Są miejsca, gdzie granice to...

Polska – nowy magnes świata

Ścieżki, które się przecinają Stoję w kolejce do odprawy na lotnisku w Ammanie. Słońce już...

Wakacje w Polsce – między narzekaniem a zachwytem

Wakacje w Polsce – między narzekaniem a zachwytem Odkrywamy Bali, podbijamy Islandię, zakochujemy się w...

Czy Polska stała się europejską potęgą turystyczną?

Od "Solidarności" do all inclusive Pamiętacie czasy, gdy sprzedawcy w Grecji witali Polaków okrzykiem "Walesa!"?...