W 80 dni dookoła świata
W 80 dni dookoła świata. Kiedyś zachwycaliśmy się powieścią Juliusza Verne’a, powieścią ponadczasową. Pierwszy film o podróży Phileasa Fogga powstał 70 lat temu. A ostatnia ekranizacja – tym razem serialowa – zaledwie pięć lat temu. Któż by nie marzył o takiej podróży. Pewnie tylko nielicznym uda się ją zrealizować. Ale pomarzyć zawsze można. Dla nich przeznaczony jest ten cykl artykułów.
Współczesny świat, choć skurczył się dzięki technologii, wciąż oferuje tę samą dawkę niepewności, co za czasów Fogga. Dziś nie martwimy się o brak węgla w parowcu, lecz o opóźnione loty, kłopoty wizowe czy nagłe zmiany pogody. Zanim jednak spakujemy walizkę, musimy podjąć decyzję, która zaważy na każdym kolejnym etapie naszej wyprawy: w którą stronę kręcić globusem?
Kierunek wschód – śladami dżentelmena

Wybór trasy wschodniej to ukłon w stronę klasyki. Phileas Fogg opuścił Londyn, kierując się ku Suezowi. Wybierając ten kierunek, podążamy za słońcem, co ma swoje unikalne konsekwencje fizjologiczne i logistyczne.
Dlaczego warto?
Trasa wschodnia to historyczny szlak wielkich odkryć. Wybierając ten wariant, możemy odwiedzić regiony o ogromnej gęstości kulturowej. Z Europy ruszamy ku basenowi Morza Śródziemnego, by przez Kanał Sueski dotrzeć do egzotycznych Indii, tętniącego życiem Bangkoku, nowoczesnego Singapuru, aż po futurystyczne metropolie Japonii. To trasa, która pozwala obserwować, jak kultura zachodnia płynnie miesza się z orientem, aż do całkowitego zanurzenia w Azji.
Argumenty przeciw:
Głównym przeciwnikiem na wschodzie jest… zegar. Podróżując na wschód, „tracimy” czas. Każda przekroczona strefa czasowa sprawia, że doba staje się krótsza. Dla organizmu oznacza to cięższy jet lag – trudniej jest zasnąć wcześniej, niż obudzić się później.
Kierunek zachód – wielkie wydłużenie dnia

Wielu współczesnych globtroterów wybiera kierunek przeciwny do Fogga. Ruszając na zachód, „gonimy” słońce, co w praktyce oznacza, że nasze dni stają się dłuższe.
Dlaczego warto?
Logistyka na początku trasy zachodniej okazuje się łatwiejsza. Ameryka Północna oferuje doskonałą siatkę połączeń, a przeskoki nad Atlantykiem i Pacyfikiem są standardem w ofercie niemal każdej linii lotniczej. To kierunek dla tych, którzy chcą zacząć od „wysokiego C” – od Nowego Jorku, przez bezkresne prerie USA, aż po rajskie Hawaje czy dziką Australię. Dodatkowym atutem jest łatwiejsza adaptacja organizmu – kładzenie się spać o kilka godzin później jest naturalniejsze dla naszego rytmu okołodobowego.
Argumenty przeciw:
Na początku przyjdzie nam przebycie dwóch oceanów: Atlantyku i Pacyfiku. Mniej atrakcji, a więcej siedzenia w fotelach lotniczych lub opalania się pomiędzy kontenerami frachtowca. Jeśli 80 dni ma być przygodą, a nie tylko nużącym transferem z kontynentu na kontynent, zdecydowanie lepiej jest zostawić sobie transoceaniczne podróże jako powrót do domu, a nie początek eskapady.
Północ czy południe – wertykalne szaleństwo
A gdyby tak odrzucić horyzontalny podział świata? Choć Verne o tym nie pisał, współczesny transport pozwala na podróżowanie „pionowe”. Wybór osi Północ-Południe to wyprawa skrajności. Możemy zacząć od arktycznej Skandynawii, przejechać całą Europę, zanurzyć się w sercu Afryki, a następnie przeskoczyć na południowy kraniec Ameryki Łacińskiej i wrócić przez Kanadę.
To propozycja dla najbardziej wytrwałych. Tu największym wyzwaniem nie są strefy czasowe, ale strefy klimatyczne. W ciągu 80 dni musielibyśmy zmierzyć się z mrozem północy, tropikalnym upałem równika i surowością Patagonii. Logistyka takiej wyprawy jest o rzędy wielkości trudniejsza niż w przypadku trasy wschód-zachód, ale nagrodą jest odwiedzenie miejsc, do których rzadko docierają „standardowi” turyści dookoła świata.
Strategiczne „za i przeciw”
Decyzja o kierunku to nie tylko kwestia estetyki, to czysta matematyka podróży.
- Magia linii zmiany daty: Fogg wygrał zakład tylko dlatego, że podróżując na wschód „zyskał” jeden dzień przy przekraczaniu linii zmiany daty na Pacyfiku. W dzisiejszych czasach ten mechanizm wciąż działa – lecąc z Azji do USA, możesz wylądować „wczoraj”. To fascynujący paradoks, który warto uwzględnić w swoim planie.
- Klimat i pory roku: Wybierając kierunek, musimy sprawdzić, gdzie trafi nas monsun, a gdzie zima. Jadąc na wschód wiosną, możemy „uciekać” przed upałami, ale jadąc na zachód jesienią, możemy gonić wieczne lato.
- Kwestie wizowe i polityczne: Obecna sytuacja geopolityczna sprawia, że niektóre trasy lądowe (jak np. Kolej Transsyberyjska, niegdyś hit podróży dookoła świata) są praktycznie niedostępne. To wymusza częstsze korzystanie z dróg morskich i powietrznych.
Werdykt pierwszego odcinka
Jeśli jesteś romantykiem i chcesz poczuć ciężar historii – wybierz wschód. Poczuj, jak zmienia się świat od paryskich kawiarni po indyjskie ghaty. Jeśli cenisz komfort, wydajność i chcesz „oszukać” zegar biologiczny – wybierz zachód.
Mamy 80 dni. To wystarczająco dużo, by zmienić swoje życie. I zdecydowanie za mało, by zobaczyć wszystko. Wybór kierunku to pierwsza, najważniejsza lekcja pokory wobec ogromu naszej planety.
W następnym odcinku zajmiemy się tym, co tygrysy lubią najbardziej: transportem. Czy da się dziś pokonać tę trasę bez użycia samolotu? I czy słynny balon z filmu faktycznie miałby sens?